ŻYCIE IMPULSYWNIE CIERPLIWE

IMG_2780

 

 

    Gdyby zapytać Nataniela kiedy to się zaczęło, miałby ćwieka zabitego na amen. Zaraz po trzydziestce? A może bliżej czterdziestki? Diabli wiedzą. Dla postępu narracji nie jest to wielce istotne. Ważny jest fakt, że od jakiegoś czasu zaczął zwracać uwagę na etykiety z datą ważności. Z początku tak sobie, bez powodu. Później jakby coraz częściej. Wreszcie systematycznie, rzec można –wręcz pedantycznie. Każdy produkt, niezależnie od jego przeznaczenia poddawał szczegółowym oględzinom. Wszak wiadomo: papier jest cierpliwy, przyjmie wszystko. Przestał zatem wierzyć nadrukom i cyfrom wyznaczającym kres użycia. Wyobrażał sobie bowiem, że gdzieś tam, na końcu linii produkcyjnej siedzi sobie chłopek-roztropek i wiedząc, że są tacy, których konikiem jest badanie dat, celowo zmienia je, pozwalając żyć – o, choćby takiej szynce, o dwa tygodnie za długo. Nie bez znaczenia było więc poddanie towaru szczegółowemu badaniu wzrokowemu, węchowemu i dotykowemu. Najmniejsze uchybienie w jakości produktu dyskwalifikowało go na zawsze. I nie chodziło już o jakość zawartości widocznej przez przezroczyste opakowanie. Z biegiem czasu doszła bowiem krytyka tego, co na zewnątrz. Do odrzucenia wystarczył w ocenie Natanaela niewłaściwy kolor, czy kształt opakowania, ale nawet krój lub wielkość zastosowanej na nim czcionki. Cóż, wszystko ma znaczenie. Wszystko.

    Później przyplątała się dbałość o zdrowie. Przeczytał, że od masła można dostać miażdżycy, więc bez zastanowienia wykreślił je z menu. Kawę uwielbiał, ale gdy dowiedział się, że kofeina jest straszliwie toksyczna, wywalił cały jej zapas. Z tego samego powodu odrzucił oleje roślinne. Mięso wyleciało z kuchni na wieść o możliwych zagrożeniach epidemiologicznych. Fast foodów i alkoholu brzydził się jak trądu i polityków. Jedno niszczyło wątrobę, drugie psychikę. I tak kolejno wykreślał z życia podejrzane wyroby kulinarne. W końcu zostało trochę warzyw i woda, ale i te musiały przejść cały system testów i kontroli. Ale Nataniel zacierał ręce zadowolony, że wreszcie prowadzi zdrowy tryb życia.

    Kiedy zauważył, że traci ostrość widzenia przestał czytać i oglądać telewizję. Dla sprawności i hartu ducha chodził spać z kurami, wstawał koło południa. Trochę ćwiczył, ale nie za dużo. Miał w pamięci celną uwagę Churchilla, gdy zapytany o sposób na długowieczność odpowiedział dwoma słowami: „no sport”.

    Kiedy poznał kobietę, trochę mu się idealny świat porozkręcał. Był dla niej gotów obrócić Ziemię w drugą stronę. Lecz kiedy doszło do zbliżenia, kiedy postępował ku bramie rozkoszy, wystraszył się. Jing i jang zostaną zakłócone – chińska medycyna nie myli się. Utrata nasienia spowoduje zaburzenia w organizmie, przy którym eksplozja w Bikini to pestka. Zerwał się, porwał ubrania i uciekł. Trzy dni później wysłał jej list. Napisał, że zrywa. Bez podania przyczyny. Zresztą to ostatnio modny trend.

    I trzeba przyznać, że był Nataniel zdrowy. Inni chorowali, wpadali w fatalne związki, gdzie tracili dorobek życia (tu zawsze powtarzał sobie ludową mądrość: „niejedna pica zjadła szlachcica”), jeździli po szpitalach, uzdrowicielach albo kościołach. A on – nie!

    Mijały lata. Znajomi szli do piachu albo tetryczeli. Pękały im serca, wątroby i płuca. On wciąż żył. Często odwiedzał cmentarze, stawał nad grobami przyjaciół i wymownie milczał. Ale któregoś dnia coś uległo zmianie. Już nie czuł owej satysfakcji, że on jest w pionie a oni w poziomie. Każdy dzień był mglisty i głuchy. Ręce drętwiały i stały się nieposłuszne, biegając na wszystkie strony. Każdy oddech był męczarnią, ale najbardziej bolała samotność.

    Umierał w zasadzie zdrowy. Brakowało mu tylko smaku bekonu i Coli, morskiej wody na ustach, letnich gwiazd i ciężaru kobiecych piersi. Za filiżankę kawy oddał by ostatnich dziesięć pustych Bożych Narodzeń. Płakał długo w noc.

    Kto wie, może płacze po dziś dzień…

_______________________________________________________________________

fot. autor

Reklamy