ZLICZYĆ NA PALCACH JEDNEJ RĘKI

   images

   

 

    Dawno temu, pewien osobnik płci męskiej, uleczony z trądzika, przedwczesnego wytrysku i wszelkiej nadziei, postanowił dać głos. Zadął w róg obfitości, zawołał na puszczy, zaśpiewał głosem łagodnym. Następnie usiadł na ławce rezerwowych i czekał na wielki mecz. Ale wnet okazało się, że róg obfitości okazał się złoconym instrumentem chama, wołanie na puszczy skrzeczeniem w pustyni, a głos melodyjny łabędzim śpiewem. Ławkę rezerwowych przeniesiono na cmentarz, a mecz wszech czasów rozegrano na bokserskim ringu.

    To już moi Mili cztery lata, jak razem przepychamy tę landarę po szynach codzienności. I pomyśleć jak owa Lux Torpeda, Strzała Klawiatury, Moczopęd Umysłowy, Nadzieja Internetu, w czasie dwóch lat marsjańskich i stu czterdziestu nubirowych, zmienił się w ciuchcię nie do poznania. Owszem, jeszcze palacz węgiel w nią sypie, ale poluzowało na łożyskach, tłoki ledwo zipią, koła bardziej ślizgają się niż biorą przestrzeń. Tu i owdzie odpadła farba, podstępna rdza zagryza konstrukcję od tyłu. Więcej w tym wszystkim smaru niż efektu. I posępnego dymu. Chociaż ów dym to raczej… zasłona dymna.

    Cóż więcej…

    Przede wszystkim serdeczne, z najdalszej sercowej tętnicy podziękowania i słowa niewypowiedzianego szacunku dla całej załogi tego pociągu – widmo. Chylę czoła przed wszystkimi konduktorkami i konduktorami, stale wałęsającymi się po (najczęściej pustych) przedziałach. Padam do nóg młotkowym i wszelkiej maści mechanikom, doraźnie walącymi w konstrukcję, by wibracje doszły do łba maszynisty. Oddaję pokłony kolejarzom i dróżnikom, przez stacje których przejechał parowóz o nazwie własnej „Opowieści niezwyczajne” i niczego nie popsuł.

ps. W następnej odsłonie wracamy do przerwanego opowiadania. Odpowiem na komentarze, bo milczenie jest nie tylko niegrzeczne , ale wręcz niestosowne. A także pokażę winnego obecnego, (półmartwego) status-quo.

Reklamy